niedziela, 27 listopada 2016

"OCZY SZEROKO ZAMKNIĘTE" - 1999' - Stanleya Kubricka ("Eyes Wide Shut")


(Oczy szeroko zamknięte – thriller erotyczny z 1999 roku w reżyserii Stanleya Kubricka. Film nakręcono na podstawie powieści Arthura Schnitzlera.
Data premiery16 lipca 1999 (Stany Zjednoczone)
Czas trwania: 2g. 45m.)



Recenzja filmu:
(Podtytuł: ,,Oczko spod Złotej Maski'')

Kubrick znany z ciężkich treści i odwagi w kinie jest równocześnie jednym z moich ulubionych magów ruchomego obrazu.


Ostatni jego film był krytykowany...oj, krytykowany. Niespecjalnie dobrze przyjęty, wiele mu zarzucono braków; chaotycznie rzuconych niuansów; zbyt wiele niedomówień, niejasności. Brak czystej, żywszej treści.


Faktycznie, można rzec, że mamy tutaj prowokacyjne sytuacje bez głębi spójnej fabuły. Czy aby jednak? Zresztą, może i tak. :)


Tylko czy o wartką, żywą fabułę łatwo trafiającą do widza akurat tutaj chodziło?


Film traktuję jako piękne pożegnanie wielkiego reżysera, gdzie praca miesza się z magią kina, budowanym nastrojem.Śmierć, życie, praca, seks, erotyka wypełnia nasze życie i są jednymi z najwyraźniejszych w naszym życiu, stanowią przeciwwagę dla rzeczy ukrytych, nigdy nieodgadnionych, niepoznanych.


Kubrick zabiera nas w grę komputerową, która ma miejsce w teatrze filmowym. Huśtawka z widzem, po jednej stronie my, po drugiej… Reżyser? Nie! -- Zagadka.



Ubóstwiam ten przeciągnięty film, dla wielu momentami po prostu nudny; nudnawy za mistrzowskie zdjęcia, wzorcowe kadrowanie.


Kubrick był mistrzem budowania. Budowania więzi z widzem. Przyciąga go, na krótko obejmuje, zdradza mu małą tajemnicę, potem go odpycha, rzuca w cienie, mroczne ciemności, znów namiętnie przyciąga i tak leci ten taniec. Momentami mroczny, momentami groteskowy, momentami bardzo namiętny, ociekający seksem.


Zagubienie, groza, pytania bez odpowiedzi, złożona natura i psychika człowieka i jego jaskiniowe instynkty.


 W ,,Oczy Szeroko Zamknięte`` pod przykrywką średniej miary skomplikowania fabuły, mamy ciekawe studium głównego bohatera i człowieczeństwa w ogóle (również, a może szczególnie na tle współczesnej, wielkomiejskiej cywilizacji, w której jesteśmy czasem jeszcze bardziej zagubieni). W tym udanym w/g mnie filmie reżyser zaprezentował także umiejętność zaprezentowania dość szerokiego świata widzowi za pomocą wykorzystania małej liczby aktorów pierwszych-planowych.


Dźwięki i muzyka 'gothic-masonic-trans' dodają pikanterii i niepokoju.,,Oczy Szeroko Zamknięte'' chodzą za mną od miesięcy. Od tygodni męczą mnie. Przyśniło mi się jedno ujęcie. Bardzo chciałbym znów zobaczyć ten ,,nudny film-sen'' w najbliższe dni.




"Training Day" - 2001' - w reż. Antoinego Fuqua




Recenzja filmu: ,,Dzień Próby'' z r. 2001 w reż. Antoinego Fuqua wedle scen. Davida Ayera

Antoine Fuqua zabiera nas w brudną, policyjną i szybką, sensacyjną-kryminalną opowieść, która pomimo scen walk, bójek, pomimo strzelanin i brutalnych zachowań – snuje się trochę niczym film po wypaleniu trawy albo po spożyciu grzybów halucynogennych.
Taki trochę teledysk, trochę Alicja w Krainie Czarów policjantów…
W podróż tę jesteśmy zabierani my oraz Jake, młodziutki policjant, niezbyt długo po szkole policyjnej, który trafia pod skrzydła i ”opiekę” starego wygi – detektywa Alonzo Harrisa.
Alonzo ”upija” młodziutkiego Jake ’a policyjnym piwem i wylewa mu na głowę uliczne szambo, które jest popłuczynami jego własnego życia
i przeróżnych występków. Alonzo to typowy twardziel z wyrobioną pozycją szeryfa-macho w swojej okolicy i dla swoich znajomych.
Jest sprytny, choć popada w tarapaty, bywa bezwzględny, choć na wszystko ma ciekawe wytłumaczenie – szczególnie własnych postępków, kontrowersyjnych metod i wykroczeń.
Alonzo wciąga młodziusieńkiego Jake ’a w pajęczynę własnej gry i intryg, w których zresztą coraz bardziej sam zaczyna się gubić.
Dzięki pielęgnowanej sile własnej; fizycznej, sprytowi, sile odznaki i giwery oraz bucie – jakoś cudem udaje mu się to wszystko utrzymywać
w ryzach… Momentami wydaje się, że to się uda, za chwilę mamy wrażenie nieuniknionego trzęsienia ziemi i walenia się budynków.
Podkreślenie ciekawej formy, interesującego stylu, a nawet mocne przerysowanie wszystkiego – akurat w tym filmie nie razi. Jest jego zaletą.
Od samego początku, poprzez rozwinięcie, do samego końca tego obrazu – młodzieńczy zapał, naiwność, żarliwość i życie wg zasad –
zaczynają się spierać … trzeć, ocierać. Następnie iskrzyć… z postawioną obok w konfrontacji butą, nieuczciwością, rozpasaniem, egoizmem, zmęczeniem życiem i cwaniactwem.
Co z tego wyniknie? A istny wulkan…
”Dzień Próby” to dobra, sprawna sensacja, w której momentami specyficzne kadry mogą nieco zmęczyć wzrok, ale dodają klimatu i dramatyzmu. Film jest najlepszym obrazem z tego nurtu. ‚Dzień…’ to nader interesująco przedstawiony pokaz starcia się dwóch światów, dwóch wizji, dwóch moralności…
Film dobrze łączy krytykę władzy; krytykę policji, zostawiając furtkę dla otwartej i uczciwej oceny ludzi w każdym środowisku, furtkę do dyskusji o prawach i zachowaniach oraz o nadużywaniu prawa przez policjantów i wszelkich reprezentantów państwa.
Jake jest szansą na poprawę każdej instytucji, jego nieskazitelna i odważna, młodziutka osoba uosabia dobro, energię, zapał, prawość i bezkompromisowe postępowanie wg zasad. Uosabia nadzieję na lepsze ja i lepsze jutro w moim/każdym kraju.
”Dzień Próby” ogląda się bardzo dobrze, nieco flegmatyczne, refleksyjne sceny przeplatane są zmyślnie z solidnymi sekwencjami toczącej się konsekwentnie rozgrywki, akcji filmu.
Reżyser obdarza nas efektownie zgrabnymi smaczkami, wprowadza również w udany sposób, nienachalnie małe sytuacje poboczne.
Poza atutami dobrej, nienudnej fabuły, znakomitego oprowadzania widza, jak już wspomniałem, film jest kryminalnym, halucynogennym
obrazem — uliczną i policyjną „Alicją w Krainie Czarów”.
W pewnych momentach „Dnia Próby” patrzymy z boku… …Niekiedy patrzymy oczami napalonego Jake ’a.
Film jest namalowany bardzo odważnie, dość ostro, niezwykle barwnie, ale nie przesadzono tutaj z żadnym z kolorów. Jest ostro, ale nie za ostro, z wyczuciem, dokładnie na granicy jakości i pojemności filmowej puszki.
Reżyser, owszem, nieco zdradza własne chęci do krytyki policji, ale ma do tego filmowe uprawnienia i kinowe prawo. Krytyka jest ujęta
rzeczowo i zgrabnie, choć delikatna nie jest; smakuje jak wyśmienity, ale bardzo pikantny kebab.
Antoine Fuqua urodził się w danej dzielnicy, wychował w określonym środowisku i spotykał w dzieciństwie i wczesnej młodości z różnymi
zachowaniami, kontrowersyjnymi (w jego ocenie) postawami. Tak przynajmniej można stwierdzić; śledząc to, co ma do przekazania oraz jego życiorys.
Jeśli ktoś ma ochotę na sprawną sensację (całkiem mocno strzelaną i kopaną), na dodatek osnutą na bardzo solidnym scenariuszu i połączoną z profesjonalnym, przyzwoitym aktorstwem, jeśli ktoś nie boi się halucynogennej mgły na taśmie filmowej i i wyskakujących z nich samochodów oraz… .............................................................................................
Serdecznie zapraszam (różne telewizje od czasu do czasu puszczają ten film, bywa też na płytach gazetowych) i gorąco polecam, ponieważ cholernie warto poznać, jakimi ”farbami maluje” Antoine Fuqua.
___

Tytuł: Dzień próby
Autor: Antoine Fuqua
Kategoria: Dramat, Kryminał
Produkcja: Australia, USA
Czas trwania: 2 godz. 2 min.

"Prometeusz" - recenzja filmu z roku 2012 - reż. Ridley Scott

Prometeusz(Prometeusz − amerykański-angielski horror science fiction z 2012 roku w reżyserii Ridleya Scotta, ze scenariuszem Damona Lindelofa i Jona Spaihtsa. Muzykę do filmu skomponował Marc Streitenfeld, natomiast autorem zdjęć jest Dariusz Wolski.)
___________________________________________________________________________
"Prometheus" - recenzja filmu
Podtytuł notki: ,,FILMOWY KOGEL-MOGEL CZY TRYBUT KINOWY?''
,,Prometeusz” -
- TEN, KTO OCZEKUJE ZUPEŁNIE NOWEGO FILMU, BĘDZIE NIECO ZAWIEDZIONY.
Ten, kto powie (liczne komentarze w sieci), że to dokładnie Obcy, tylko w nowej wersji; też nie będzie miał racji. Powstała nowa jakość w historii kina.
Jeden z największych reżyserów świata robi remake filmu z samego siebie, który momentami przekształca i film remake 'em już nie jest... - Czy można zresztą zrobić remake własnego filmu?
Kto nigdy nie czuł klimatu Black Rain, Blade Runnera, nie poczuje nadal stylu w tym filmie. Kto będzie szukał przemieszania Obcego jedynki z obcą dwójką i czwórką – sromotnie się rozczaruje.
Moim zdaniem oczywiście źródłowo najwięcej mamy tutaj Obcego, Ósmego Pasażera Nostromo, ale także jest odnośnik w postaciach odważnych – wojujących kobiet.
Nawiązanie do ról Sigourney Weaver z jedynki, dwójki też, trójki, a nawet czwórki. Motyw dziecka – potwora – oscyluje od samego pomysłu wyrodzenia się z brzucha z jedynki, poprzez dwójkę do wyraźnych nawiązań do czwórki. Nie spotkamy tutaj nawalanki i plutonu Marines, ale miotacze ognia są…
Czym jest ten film, jeśli nie dokładnie remake-em własnego tworu, jeśli nie Obcym 5?
Nie sposób w pełni obronić Prometeusza przed falą krytyki i nie sposób zaprzeczyć temu, że można doszukać się w nim dziur oraz wpadek logicznych - nie mniej... nadal uważam, że powstał fajny eksperyment filmowy i iż zupełnie nie chodzi w filmie tym, by szukać maksimum logiki oraz skrupulatności.
To obraz i styl z cyklu: 'albo to czujesz, albo nie czujesz'. :)
Według mnie ,,Prometeusz” jest zabawą reżysera o wielkim kunszcie; jest wycieczką po serii Obcy, choć fabuła jest bardzo bliska jedynki.
Prometeusz
Jest także niezwykłą zabawą z widzem, zabawą w wycieczkę po kinie. Mamy tutaj odnośniki fabularne, ale i stylistyczne, obrazowe do Misji na Marsa, Obcego jedynki, do klimatycznego i odjechanego Obcego trójki (utalentowanego Davida Finchera), a nawet do Jaskini Zapomnianych Snów.
W niepokojących scenach burzy pyłowej widziałem wiele klasycznych powieści science fiction. Zabrakło mi troszeczkę wydłużenia motywów bytności na statku przed rozwinięciem głównej akcji i wprowadzenia kilku dialogów więcej.
Film jest wizualnie i technicznie dopieszczony do perfekcji.
Prometeusz
Jest przeżyciem estetycznym. W tym momencie przychodzi na myśl Avatar, z którym również nasuwają się skojarzenia — statki, hologramy, holowizje, przeszklony, przestronny kokpit wydłużonego i zaokrąglonego statku.
Tytuł Prometeusz i delikatne nowe elementy, które zostały tutaj umieszczone, chyba zostały wprowadzone dla „zamydlania oczu”.
I są zupełnie nieważne, jeśli kochasz kino wg Ridley’a Scotta.
Jeśli uwielbiasz nastrój jego dawniejszych filmów; jeśli lubisz subtelne gry świateł i cieni, jeśli kochasz ridley-owskie motywy mgieł, dymów, dymków — to ten film jest dla Ciebie. Jeśli kochasz kino i chcesz wybrać się w nostalgiczną wycieczkę do przeszłości — obejrzyj koniecznie!
Warto zwrócić uwagę na doskonałą grę ,,rzemieślnika'' idealnego: Michaela Fassbendera oraz doskonałą w swej roli: Charlize Theron.
PS - Osobiście jako wielbiciel kina ogólnie nie mógłbym nie lubić postaci Ridleya Scotta i przechodzić obojętnie wobec jego dorobku. Nie wszystkie jego filmy ubóstwiam jednakowo... czy nawet podobnie, zupełnie nie. Raczej doceniam i lubię charakterystyczny styl i nastrój, który zobaczymy w każdym tworze jego interesującej i skrupulatnej pracy.
_______________________________
_____________________________________________________
(Filmy zawarte w artykule; nawiązujące i filmy – odnośniki:
Obcy, Decydujące Starcie
Łowca Androidów
Obcy, Ósmy Pasażer Nostromo
Obcy 3
Misja na Marsa
Czarny Deszcz
Avatar
Blade Runner
dokument: Dangerous Days: Making Blade Runner
Jaskina Zapomnianych Snów)
__________________________
,,PROMETEUSZ''
Data premiery: 30 maja 2012 - Belgia, Francja, Szwajcaria
1 czerwca 2012 - Wielka Brytania
8 czerwca 2012 - Ameryka Północna
Kraj produkcji: Stany Zjednoczone,
Wielka Brytania
Czas trwania: 124 min.
Obsada filmu: Noomi Rapace
Michael Fassbender
Charlize Theron
Guy Pearce
Idris Elba
Logan Marshall-Green
Patrick Wilson
Kate Dickie
Montaż - Pietro Scalia
Produkcja: Ridley Scott
Walter Hill
David Giler
Wytwórnia - Brandywine Productions
Dystrybucja - 20th Century Fox
Budżet - 120-130 milionów dolarów

"BLADE RUNNER" (1982′) – Ridley 'a Scotta



,,Dangerous Days: Making Blade Runner''
,,Łowca Androidów” to niesamowity popis WIRTUOZERII REŻYSERSKIEJ - KINOWEJ i genialny popis ‘RÓWNOWAGI FILMOWEJ’.
Uwielbiam film Blade Runner za złożoność szczegółów. Za to, że jest perfekcyjnie dopieszczonym obrazem SF z niezwykłym nastrojem.

Dokładnie nakreślony świat przyszłości jest tylko i aż jedną z wielu zalet tego wielowymiarowego filmu.

Wstęp wyświetlanymi zdaniami rzadko w kinie jest udany. W Gwiezdnych Wojnach był dla mnie porażką. Tutaj mi pasował i mnie zaciekawił. Współgrał z tym konsekwentnie poprowadzonym kryminałem science fiction. Mało tego. Od tej pierwszej chwili dodał mu klimatu.


Te lecące zdania mogą się skojarzyć z suchymi wpisami z akt policyjnych. A jest to przecież kryminał, głównym bohaterem jest czyściciel jednostki specjalnej. Policja występuje przez cały czas tego filmu, czasem bliżej, czasem na ulicy w tle. Ciemne ujęcia skąpanych w deszczu i smogu wielkich miast rozjaśniane są co jakiś czas lśniącym pięknie światłem. Czasem są to koguty policyjne, a ich syreny pogłębiają ,,trans”, w który wpadamy coraz mocniej i głębiej.
Jednak nie tylko policja przewija się w tym filmie, choć latających radiowozów mamy tutaj sporo, zobaczymy także zwykłą ulicę, szarą, momentami brzydką, odpychającą, pełną strojnych dziwaków; czasem kolorową, pełną okazałych reklam.


Śmieszny i sympatyczny Chińczyk nakarmi każdego, nawet byłego glinę z oddziału Łowców Androidów. Spróbuje go także naciągnąć na więcej, udając nieznajomość tematu i angielskiego.
W filmie Blade Runner mamy genialnie szczegółowo nakreśloną wizję niedalekiej przyszłości. Ale mamy także zwykłych ludzi ze zwykłymi problemami: Chińczyka-kucharza, starszą panią pracującą na ulicy z profesjonalnym, dużym mikroskopem cyfrowym, byłego glinę zmęczonego życiem.
Mamy szefa policji, który lubi wypić i jest cyber-rasistą. Mamy jego ambitnego, czujnego i przebiegłego pomocnika-zastępcę.


Blade Runner to genialny, perfekcyjny obraz science fiction. Złożony, wielowymiarowy, dopracowany. Reżyser nie skupił się jednak tylko na sferze SF. Mamy tutaj kunszt równowagi, wyważenia we wszystkim. Począwszy od przedstawionych różnych postaci, różnych scen, wątków obyczajowych ( także miłosnych ); mamy równowagę w sferze problematycznej i fabule kryminalnej.
Pierwsze sceny, które nas wprowadzają w mroczny świat przyszłości są ujęte z lotu ptaka. Ta sekwencja jest jakby ujęciem kamery z radiowozu powoli sunącego w powietrzu. Mijają go inne, szybciej lecące. Nie widzimy tego pojazdu, z którego widzimy ujęcie, ale można się tego domyślić.
Reżyser odwołuje się do podświadomości i wyobraźni widza.
Za chwilkę mamy scenę przesłuchania przez Holdena potencjalnego ,,sztuczniaka”.

Zabity za parę minut policjant trzyma już w ręku pistolet, który był naszykowany do użycia i wyciągnięty pod stołem. Można go zobaczyć w ultra krótkim ujęciu; niezwykle sekretna scena – dla wnikliwych. Na starym VHS-ie ledwo to można było dostrzec. Czy można powiedzieć, że momentami przedstawione złowieszczo androidy są złe? Przecież one walczą o swoje życie. O przetrwanie niczym zagonione zwierzęta. Zabijają zmuszone lub uważając, że to konieczne. Unikają jednak rozgłosu, nie mordują na lewo i prawo. Ukrywają się. To słabsi ludzie pełni wad i przywar jednak na nich polują. To androidy są osaczone i tylko momentami z uciekających zwierząt stają się łowcami lub oprawcami. Na chwilę. Powoduje to sytuacja, nie ich zamiar. Nie wiem, kto jest gorszy? Czy androidy, które stały się zagrożeniem? Czy ludzie? Kto stworzył androidy? Te cudowne, silne maszyny do pracy, rozrywki i zabijania? Przez czyją niezaradność i niekompetencję androidy uciekły i dostały się na Ziemię?


Łowca Androidów to wspaniały i ciemny film, w którym nie ma głupot z cyklu: ,,giną tylko faszyści lub źli”. Tutaj umierają ludzie, tutaj padają androidy. W dwuznacznej sekwencji, gdy seksowna Zhora dostaje 3 czy 4 kule w plecy zniszczony zostaje android. Zabita też zostaje kobieta.


Scena pokazuje morderstwo pięknej kobiety na oczach tłumów na ulicy. Nikt specjalnie nie protestuje, a przecież przechodnie nie wiedzą, że policjant strzelał do sztucznego człowieka. Ludzie stają tylko na chwilę, po chwili już policja rozpędza tłum i reguluje ruch.
FILM ,,BLADE RUNNER” jest poważny, mroczny i autentyczny. To film WIZJONERSKI, który pokazał, czym mogą się stać relacje międzyludzkie oraz „międzyludzkie” w niedalekiej przyszłości.

Odmienność androidów to nie tylko sztuczna inteligencja. Uprzedzenia rasowe i wyznaniowe doprowadzają do mordów, czystek i wojen. Inność robotów może być także obyczajową metaforą chociażby homoseksualizmu czy subkultury emo. W dobie strachu przed terroryzmem, przed muzułmanami ten film kolejny raz nabrał nowego wymiaru, znaczenia. Ścigany znów staje się oprawcą. Kto jest zły, a kto jest zdolny do wybaczenia ? Kto będzie skuteczniejszy ? W tym filmie postawionych jest wiele, wiele pytań.

Podobało mi się otwarte zakończenie:

A raczej scena, w której ukryta jest inna, jaką sobie musimy wyobrazić. Genialny w swej prostocie symbol czyjejś obecności czyli ludzik origami na podłodze w przedostatniej scenie pokazał nam i głównemu bohaterowi, że był tu tajemniczy Gaff. Nie zrobił czegoś, choć to byłoby niezwykle proste; byłoby wręcz łatwizną dla niego. Nie robiąc tego dokonał bardzo wiele. Ryzykował swoją karierą, kto wie, czy nie życiem.


Kocham ten film. Cały. Jego dynamiczne sceny akcji oraz te przeciągnięte sceny; nazywane przez wielu nudnymi, a przeze mnie spokojnymi. Spokój i niepokój przeplata się w tym dziele. Jak w życiu. Mamy wątki spokojniejsze, obyczajowe i mocne – kryminalne w otoczeniu mrocznej przyszłości.
Film rozpoczyna się z lotu ptaka – jakby z pojazdu latającego. W niektórych wersjach (limitowane) kończy się spojrzeniem zakochanej pary (człowiek i robot) lecącej (uciekającej?) pojazdem powietrznym.
Zginęło paru ludzi. Zginęło kilkoro androidów. Odlatuje szczęśliwy człowiek i pozostawia cały bagaż złych doświadczeń i bagno swych dokonań za sobą daleko w tyle. Odlatuje w przyszłość eksperymentalny super android, który już wie czym, kim jest. I już wie, że zdolny jest do uczuć; nawet tych najwyższych, najgłębszych.
Po agresji, złości, strachu, uprzedzeniu, niemocy – mamy wybaczenie. Pogodzenie się z …
Czy dzięki temu filmowi nam udało się być odrobinę bardziej ludzkimi?

,,Blade Runner” to solidna dawka krytyki i wizjonerstwa za pomocą kliszy filmowej.

Twórcy zaprezentowali utopię negatywną czyli antyutopię – obraz przedstawiający społeczeństwo przyszłości, którego organizacja polega naograniczaniu wolności wybranej jednostki bez poszanowania jej niezależności i odrębności. 

SYSTEM PODPORZĄDKUJE ALBO ZMIATA Z POWIERZCHNI ZIEMI, TAK JEST ZARÓWNO W PRZYPADKU NIEPOKORNYCH ANDROIDÓW, JAK I W PRZYPADKU WAHAJĄCEGO SIĘ I WĄTPIĄCEGO „SZERYFA”

____________________________________________________________________________________
Mistyczna i perfekcyjna muzyka uduchowionego Vangelisa wypełnia ten złoty, kinowy puchar niczym nektar bogów.
Blade Runner – polecam ten magiczny, skomplikowany, wielce złożony obraz science fiction; od lat zasłużenie noszący miano filmu kultowego wśród miłośników SF.

Gorąco polecam!

"Samowolka" - reż. Feliks Falk - 1993 r.


. . .
(Podtytuł: ,,Zielona Samowola'')
. . .
Feliks Falk wprowadza nas w zielony świat żołnierzy Wojska Polskiego okresu, który można określić i mianem schyłkowym czasów komuny (pozostałości w wielu cząstkach i zakresach doprawdy tkwiły w wojsku bardzo, bardzo długo), i okresem przejściowym, okresem transformacji ogólnej i szczegółowej. W czasie tej transformacji młody człowiek, który szedł do wojska, w którym rzekomo wiele się zmieniło, był totalnie oszukany.
Fala, beznadzieja, miernota, brak fachowości, porządku, dyscypliny, okropne momentami pijaństwo – trwały w Wojsku Polskim niezwykle długo i zaczęły w praktyce, znacząco zanikać dopiero po roku 1996, a nawet (zależnie od jednostek wojskowych i różnych miast, gdzie były garnizony lub placówki) po latach 97, 98.
Zmowa milczenia i omijania tematu fali przez dowódców niższych szczeblem, przez oficerów wyższych i najwyższych (przez najwyższe dowództwo), brak prób „rozprawienia się” ze zjawiskiem fali – był parszywością, zaniechaniem, nieprawością, grzechem (w ujęciu chrześcijańskim), ale także pełną pozostałością po komunie i brakiem profesjonalizacji armii. Brakiem wprowadzania fachowości w życiu i szkoleniu żołnierzy. Zjawisko fali niestety doskonale zapuściło korzenie w armiach państw socjalistycznych i komunistycznych.
„Samowolka” Falka to film trudny i ciężki, którego przyjemnie się nie ogląda i za to plus. Drugi plus za odwagę za poruszenie tego trudnego i niepopularnego tematu.
Niestety nie doczekaliśmy się otwartej debaty publicznej w telewizji, nie doczekaliśmy się w tej sprawie odważnej debaty najwyższego dowództwa Wojska Polskiego albo elity politycznej lub społeczników-autorytetów w tej sprawie – ani we wczesnych latach 90′, ani w połowie tych lat. Oficjalnie fali nie było albo prawie nie było.
Feliks Falk zrobił film, który filmem genialnym nie jest, nie jest nawet bardzo dobrym, ale zrobił i za to mu chwała.
W obrazie mamy niekiedy wrażenie rozciągnięcia akcji, a niekiedy niezwykłe skrócenie i przyśpieszenie. „Samowolka” jest obrazem dość nierównym, wystąpili w niej mało znani aktorzy, debiutanci, młodziutcy aktorzy, których kariera rozwinęła się dopiero w późniejszych latach oraz aktorzy znani z kina i telewizji jako aktorzy II-planowi. Pomimo tego dzięki staraniom reżysera (dość dobre prowadzenie) nie wypadli oni fatalnie, a wręcz całkiem nawet nieźle.
Oryginalny Robert Gonera prezentuje się znacząco, a pozostali nie psują filmu. Nieco zbyt przejaskrawione sceny w zestawieniu ze zmienną dynamiką filmu i brakiem pewnej spójności filmowej – to nieco odpycha od tego dokonania pana Feliksa Falka i nie pozwala mi go wysoko sklasyfikować, jednakowoż film o takiej fabule, z takimi scenami, o takich zachowaniach i o takich typkach w wojsku – jest na pewno bardzo trudno zrobić.
Aktorstwo nie jest powalające, ale młodziutcy aktorzy wypadli całkiem przekonująco, jakby byli tymi młodymi chłopakami w wojsku po prostu. Pewne ich zagubienie w zawodzie przeniosło ich przekonująco w stan zagubienia w zielonej rzeczywistości. Jakiś urok debiutanctwa i naturalności młodych ludzi dodaje autentyczności. Wyśmienicie grający starsi aktorzy, którzy daliby znakomity pokaz – byliby starzy do tych ról i niewiarygodni.
„Samowolka” Falka to film ważny, bo nakreśla surowe prawa fali, chamstwo w wojsku (z przeszłości), zachowania kryminogenne, pijaństwo, bałagan, brak poszanowania godności drugiego człowieka. To film drastyczny, który pokazał prawdę.
Na całe szczęście doczekaliśmy się profesjonalizacji i uzawodowienia armii WP, co samoczynnie zlikwidowało możliwość powstawania wielu jednostkowych, ale powiązanych z zachowaniami stadnymi – dramatów młodych ludzi rzuconych w zieloną, mundurową rzeczywistość.
Film, co jest godne pochwały i zauważenia, jako przestroga przed bandyckim aspektem fali (wszelkich fal i ich odmian w moim odczuciu) jest co jakiś przypominany na łamach różnych telewizji – z publiczną akurat włącznie (zazwyczaj bardzo późno w nocy).
Odświeżyłem sobie ten obraz i stwierdziłem, że całkiem inaczej patrzyłem na niego kiedyś.
Z „Samowolką” Feliksa Falka warto się zapoznać; ten film porusza nie tylko problem wojska (za czasów tzw. komuny oraz wojska okresu transformacji) – (pewnej społeczności); porusza bardzo wiele problemów: zagadnienia narzucania własnej woli, zachowania kryminogenne, przyczyny i ułatwienia w kreacji agresji ludzkiej. Problem fali, złośliwości uniwersalnej, lekceważenia (znajomego, kolegi, podwładnego, współpracownika) i braku szacunku dla innego człowieka, który mu się bezapelacyjnie należy.
Pierwszy raz obejrzałem powyższy film jako młodzieniec - niewiele on wtedy wniósł do mojego życia. Druga i trzecia projekcja dorosłym i dojrzałym okiem była zupełnie innym spojrzeniem. Samowolka jest ,,trudna'', mroczna, dla wielu może okazać się bardzo, bardzo ciężkim filmem (szczególnie dla dam) - wnosi jednak do kinowego życia rozważania wartości i istoty człowieczeństwa, mimo że aktorstwo w nim nie jest zbyt dobre, a film w pełni dopracowany - mimo wszystko, polecam każdemu, kto kinem albo wojskiem interesuje się dość poważnie albo nie przechodzi obojętnie wobec dokonywania wyborów, także tych trudnych.

"NA FALI" ("Point Break") - amerykański film sensacyjny z 1991 roku w reżyserii Kathryn Bigelow


(Podtytuł notki: ,,Mierna Średniość'')

Film ,,Na Fali'' to niezła sensacja... pozostająca sensacją... - pozwolę sobie tak się wyrazić. :)

Podchodząc do każdego filmu poza wielością i złożonością ocen tegoż filmu jest dla mnie ważne moje osobiste ,,podejście wyjściowe'' -
   - to coś, co określę jako połączenie oczekiwań, spodziewania się i prób przewidzenia części akcji.

Film ,,Na Fali'' wyrysował niezłą zgodność obejrzanej treści z moim 'podejściem wyjściowym'.

Miał mi zapewnić dość nieskomplikowaną rozrywkę wizualną i... ... ... zapewnił. :)

Miał dostarczyć minimum emocji, których się wyjściowo spodziewałem - i dostarczył.

Za to spełnienie zgodności oczekiwań z poznanym obrazem - mogę pochwalić, ponieważ zgodność ta jest jednym z ważnym elementów/kryteriów, które przynoszą mi satysfakcję w przygodzie zwanej: poznawanie kina.

Każdy średnio rozgarnięty i inteligentny człowiek znający nieco kino wie to, że czym innym jest dramat USA, a czym innym dramat hiszpański czy francuski.

Biorąc to pod uwagę można z czystym sercem przyznać autorom przedsięwzięcia kinowego pt. ,,Na Fali'' to, iż być może chcieli nawet stworzyć coś więcej niż interesującą sensację i być może w ich mniemaniu - nawet stworzyli.

Moje oczekiwania i świadomość zderzenia kina europejskiego z amerykańskim w pełni dopuszczają tolerancję wobec tego, czym ten film miał być i czym jest. Tego, czym miał być dla widza amerykańskiego, a czym był dla mnie jako Polaka - Europejczyka.

Jeśli ktoś nie oczekuje nazbyt finezyjnego pokazu filmowego, nudzi się nieco w zimowe wieczory z malinową herbatką w ręku i nie ma nic lepszego do roboty, to, jak najbardziej ,,Na Fali'' obejrzeć może.

,,Na Fali'' wrzucam zdecydowanie na półkę 'średniaków' ogólnych i średniaków sensacyjnych. Jest to nazbyt niezły film, by określić go gniotem i przypisać do kategorii filmów klasy d, ale zbyt mało poruszający, zaskakujący czy odkrywczy, by zaszeregować go do filmów interesujących i bardzo dobrych perełek - nawet w obrębie ,tylko'' sprawnej sensacji.

Owszem, jest kilka pomysłów, jest kilka klawych, czaderskich scen, ale to w sumie coś, co zawiera każdy dość sprawny, który porażką nie jest. 

Pewną okrasą ,,Na Fali'' są dwaj przystojniacy:
#Patrick Swayze i Keanu Reeves...

...Dodający nieco filmowi - średniakowi barwy i oceny nieco na plus - dwaj młodzi i wschodzący wtedy gwiazdorzy.
Przystojni, energetyczni i wysportowani z fajnymi, zdrowymi sylwetkami... panowie - dodają uroku!

...Jednakże w moim mniemaniu dodają zbyt mało i wyjaśnię dlaczego w jednym słowie:
 - aktorstwo.

Opisując Patricka i Keanu ogólnie, będzie to również opisem ich gry w ,,Na Fali'';
 - choć wypadają dość autentycznie i przekonująco akurat... fantastycznie wpisują się w półkę 'ŚREDNI'.

,,Nooo'', może w półkę 'średni +' :).

Obydwaj się starają i grają całkiem nieźle... ale tylko nieźle.

Odrębni, dość mocno wyraziści i nieco utalentowani - takimi aktorami byli i pozostają dla mnie znani i lubiani: Keanu i niestety już nieżyjący Patrick. Nigdy ich nie zaszeregowałem do grona aktorów wybornych, genialnych, znakomitych... wielkich i bardzo dobrych. Nigdy nawet do grona dość mocno utalentowanych.

Dlatego również ,,Na Fali'' pozostaje nadal dla mnie w obszarze aktorstwa ŚREDNIAKIEM!

Aktorstwo poprawne, ale mierno-niezłe, ładunek energii i akcji przyzwoity, ale oczywiście... średni - za mało zaskoczenia i uczucie deja vu.

Zobaczyłem w tym filmie to, czego nieco, a nawet nieco nazbyt, spodziewałem się. :)

Zamiast wbicia w fotel albo wbijania palców w wersalkę... miałem niestety pogoń różnych myśli.

Owszem, jest to jakaś tam próba wprowadzenia do schematu kinowego 'szeryf v gangster' czegoś nowego czyli próba przekonania widza do rozterek, fascynacji i niepokoju głównego bohatera.

Jak wyszło? Oceńcie sami. Dla mnie tak... średnio. :)

Znakomite sylwetki Keanu i Patricka, fajne deski surfingowe, czaderskie maski prezydentów ekipy rabusiów i BEZCENNA POGOŃ (epizod) w wykonaniu Keanu - pogoń poprzez domki (mieszkania), ogródki {Ta szybkość, spojrzenia w roztargnieniu na poboczne elementy - bezcenne} -- są znakomite i dla nich w sumie warto poświęcić czas na obejrzenie tego filmu.

Pomimo całkiem średniej i pospolitej średniości :) ,,Na Fali'' ma w sobie trochę, troszeczkę takiego uroku, że chce się, mimo wszystko i mimo wszystkich zarzutów, powrócić do tego dość udanego filmu sensacyjnego nawet po długich latach.

Jeśli masz czas i ochotę na nie zobowiązującą intelektualnie rozrywkę -- polecam. :)
W przeciwnym razie -- raczej zrezygnuj i sobie daruj.

Zimy jeszcze będą...